trochę wejdę w wasz dialog :) choć w formie komentarza, mogę? słucham właśnie waszej audycji i mówicie o drzewach - o brzozach Ania wspomniała. chciałam wam tylko opowiedzieć jedną historyjkę w mojego życia sprzed roku. miałam dość potężny kryzys rodzinny i po długo utrzymującym się stresie zaczęłam mieć chroniczne bóle kręgosłupa do tego stopnia uciążliwe, że ciężko mi było nawet rano z łóżka się dźwignąć. któregoś wieczoru na przedwiośniu wzięłam na spacer psa i poszłam do lasu. a kiedy znalazłam się na dróżce między drzewami szarpnął mną taki płacz bez hamulców. jak dziecko ze wszystkimi odgłosami. typu łyyyy i aaaahaaałaaa i tak dalej :) dostałam wtedy impuls, żeby przytulić się do brzózki, którą akurat mijałam. oparłam o nią plecy i poprosiłam Matkę Ziemię, żeby zabrała ode mnie ten ból, bo był już nie do zniesienia, a żeby dała mi mocny kręgosłup, jak drzewo, które jest do pewnego stopnia elastyczne, ale nie złamie go nawet silny wiatr. było mi nieco nieswojo, bo pierwszy raz w ogóle rozmawiałam tak z ziemią, którą mam na co dzień pod stopami i drzewem. ale pierwszy raz nie myślałam o tym, czy ktoś mnie widzi i co ewentualnie pomyśli. po jakimś czasie odeszłam od brzozy, podziękowałam i powlekłam się do domu. rano wstałam bez bólu pleców. dla mnie to był jak jakiś cud.
Mamlinko, piękna Ci to historia!!! Bez drzew, przyrody, ni hu-hu, ja przynajmniej nie dałabym rady. A może bym dała, ale mniej barwnie, bogato, głęboko.... hmmm. Dziękuję za tę opowieść :) :*
trochę wejdę w wasz dialog :) choć w formie komentarza, mogę?
OdpowiedzUsuńsłucham właśnie waszej audycji i mówicie o drzewach - o brzozach Ania wspomniała.
chciałam wam tylko opowiedzieć jedną historyjkę w mojego życia sprzed roku.
miałam dość potężny kryzys rodzinny i po długo utrzymującym się stresie zaczęłam mieć chroniczne bóle kręgosłupa do tego stopnia uciążliwe, że ciężko mi było nawet rano z łóżka się dźwignąć.
któregoś wieczoru na przedwiośniu wzięłam na spacer psa i poszłam do lasu. a kiedy znalazłam się na dróżce między drzewami szarpnął mną taki płacz bez hamulców. jak dziecko ze wszystkimi odgłosami. typu łyyyy i aaaahaaałaaa i tak dalej :)
dostałam wtedy impuls, żeby przytulić się do brzózki, którą akurat mijałam. oparłam o nią plecy i poprosiłam Matkę Ziemię, żeby zabrała ode mnie ten ból, bo był już nie do zniesienia, a żeby dała mi mocny kręgosłup, jak drzewo, które jest do pewnego stopnia elastyczne, ale nie złamie go nawet silny wiatr.
było mi nieco nieswojo, bo pierwszy raz w ogóle rozmawiałam tak z ziemią, którą mam na co dzień pod stopami i drzewem. ale pierwszy raz nie myślałam o tym, czy ktoś mnie widzi i co ewentualnie pomyśli.
po jakimś czasie odeszłam od brzozy, podziękowałam i powlekłam się do domu.
rano wstałam bez bólu pleców.
dla mnie to był jak jakiś cud.
Mamlinko, piękna Ci to historia!!! Bez drzew, przyrody, ni hu-hu, ja przynajmniej nie dałabym rady. A może bym dała, ale mniej barwnie, bogato, głęboko.... hmmm. Dziękuję za tę opowieść :) :*
Usuń