Wczoraj, gdy wracałam z porannego spaceru, wpadłam w głębokie zdziwienie. Nieopodal mojej klatki schodowej, na środku podjazdu dla wózków, stało sobie zielone, duże, owadzie coś. W związku z tym, że nie miałam okularów, zmarszczyłam brwi i pchając spacerówkę, zgadywałam, cóż to może być. Chwilę potem wszystko stało się jasne. Na mojej drodze stała .... modliszka! Nie, no nie wierzę, szeptałam do siebie. Zatrzymałam wózek, pokazałam Młodemu owe cudo natury, sama zaś kucnęłam, przywitać się z tą dostojną przybyszką. Była naprawdę piękna. Jasno zielona, główkę miała w kształcie trójkąta, rozglądała się ciekawie na boki i wykonywała dystyngowane ruchy. Patrzyłam, jak zaczarowana. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się spotkać modliszkę. I to przed wejściem do swojej klatki! Czułam, że to dobry znak. Po dość długim wpatrywaniu się w tę owadzią damę, pożegnałam się z nią, ona weszła do ogródka, a ja do domu. Gdy tylko nadarzyła się sposobność, zaczęłam czytać o modliszkach. Okazuje się, że modliszka zwyczajna żyje w południowej Polsce i jest pod ścisłą ochroną. Jeśli chodzi o symbolikę, odbierana jest jako bardzo dobry omen. Dziękuję Ci zatem Wszechświecie, że posyłasz ku mnie swoich posłańców, coby przekazać mi, że wszystko jest na dobrej drodze :) Życie jest pełne niespodzianek!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz