piątek, 18 kwietnia 2014

D jak Dzień dobry :)

Dzień dobry :)

Dziś pierwszy dzień od dość dawna, tylko dla mnie. Kiermasz Wielkanocny (na którym wystawiałam swoje produkty) to już wspomnienie. Gnanie gdzieś na przód, w niewiadomym celu też odeszło do lamusa....

Przyszło mi się konfrontować z wieloma moimi przywarami. Ze złością, z oczekiwaniami, ba! Z zazdrością nawet. Kiermasz wybudził we mnie wiele demonów, ale też przyniósł wiele dobrego. W dobrym tym, niestety nie znalazł się zastrzyk finansowy, hieh. Nic to, będę szła dalej, może i to będzie mi dane :)

O Matko, jak błogo :) Leżę sobie jeszcze w łóżeczku, popijam pyszną kawkę, słucham Yirumy i piszę :) Połączenie wielu rzeczy, które lubię i, które sprawiają mi wielką radość!

Wczoraj lub przedwczoraj, nie pamiętam dokładnie, w każdym razie niedawno, dostałam bardzo wyraźną i klarowną informację. Dotyczyła ona moich artystycznych poszukiwań i tego co robię. Dopóty, dopóki moje dzieła nie będą natchnione "palcem bożym", nie będę odnosiła na tym polu sukcesów. Ten przysłowiowy "palec boży" to wena, natchnienie, płynące z góry. W seryjnym wyrobnictwie tego nie ma. Można robić rzeczy ładne, ba! Piękne nawet, ale jeśli są one wykonane tylko ze starannością i co gorsza z przewidywalnością (w sensie, że sobie ustalam, że zrobię to i to, a nie na spontana), to będzie to płaski obraz, spłycony przekaz, sztuka bez wartości, bez wysokich wibracji....

Do tego wiem, że jeszcze nie odnalazłam swojego materiału. Ostatnio ciągnie mnie, by robić nakrycia głowy. Coś mam tam widocznie dotknąć, coś uruchomić, wybudzić.

Poczułam też, że mam nie planować. Mam płynąć w dosłownym tego słowa znaczeniu. Poddawać się nurtowi rzeki życia. Miałam z tego tytułu lekki mętlik w głowie, bo Harv Eker, Les Brown, Napoleon Hill, Brian Tracy i inni wspaniali mówcy motywacyjni uczą czego innego. Dziś jednak jest już inna rzeczywistość. Kreacja jest szybsza i bardziej ryzykowna (w moim odczuciu), brać dzień, chwytać go takim jaki jest i pod wpływem chwili tworzyć. Bez ustalania, bez zakładania, że jutro, pojutrze, o godz. 15:00, 16:00, 23:13 :))))

Wczuwanie się w swoje impulsy, w swoje tęsknoty i pragnienia. Odbieranie z góry informacji, że mam mieszkać we Włoszech. Ale kiedy? Nie wiem, jak nadejdzie ten dzień, to będę wiedzieć, Spakuję się, kupię bilet i pojadę. Bez ustalania: 3 październik, 8 grudzień, 90 dzień po zaćmieniu księżyca :) Po co to wyliczanie, odliczanie, zakładanie.... ech.

Poddać się tak totalnie. Bez afirmacji, bez tej całej pracy nad tworzeniem przyszłości. Oczywiście nie chodzi mi o bycie biernym, bynajmniej. Tylko te wszystkie ćwiczenia, książki, baczność, spocznij, dwa przysiady i cztery skoki na jednej nodze, to taki niby gwarant, że będę: 
a) bogata, 
b) szczęśliwa, 
c) szczupła, 
d) mądra, 
c) pożądana, 
d) odjechana, skołowana i osrana :)

Więc gdzie spontan i totalne zaufanie? Gdzie wczuwanie się w swą własną intuicję i ciało? Owszem, niech jem zdrowo, sięgając po to, co organizm lubi i chce (wiem, wiem ta poranna kawa to nie to, hieh), owszem niech dżoginguję sobie, dbając o swą kondycję i dziękując za zdrowie, owszem niech tworzę piękne dzieła, pozwalając na przepływ bożego impulsu, a nie po to, by sprzedać 1200 takich samych klonów i nabić "kabzę".

O jaaaa, czas mi chyba kończyć i oddać się dalszej części tego wyjątkowego dnia. Jestem dziś sama, wzruszona, wdzięczna, natchniona i przepełniona miłością do wszystkiego co jest! :)))))

D jak Dzień dobry i D jak Do widzenia.

Joasia

2 komentarze: