Ahhh, wydałam z siebie głośne westchnienie i poczułam, jak całodzienna koncentracja, związana z wychowaniem trzy i pół miesięcznego szkraba, rozpuszcza się niczym kamfora. W okna zagląda młoda noc, powietrze staje się lżejsze i chłodniejsze, a ja siedzę w ciemności i napawam się ciszą. Tak, zdecydowanie lubię tę porę. Sam na sam ze sobą. Słyszę swój oddech, płynę wraz z nim głęboko, niemalże do stóp. Czuję wdzięczność i "najedzenie" dzisiejszym dniem. Najadłam się pozytywów, inspiracji i przyrody. Wysłuchałam głosu swojej duszy, która przypomniała mi o tym, że już czas. Na co? Na uruchomienie swojego potencjału. Jego nieodkrytej dotąd strony. Na zasilenie świata dostatkiem, na nowe...
W rozmowach z duszą nie ma miejsca na negocjacje i wymówki. A, że dziecko, a, że sama, a, że "ufaflana" podłoga. Tu i teraz otwiera się przestrzeń na wyjście do świata z własną ofertą. Taką, która dotyczy obfitości, dobrego bytu, podwyższania własnych wibracji i zasilania sygnału. Tak, by fizyczna rzeczywistość odpowiadała tym samym. Skąd to wiem? Z autopsji. W przeciągu roku, wypracowałam dostatek, a w jaki sposób, to już historia na następną wirtualną pogawędkę.... :)
Dobrej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz