niedziela, 9 października 2016

Cierpliwość i upór w dążeniu do celu. Duet potrzebny od zaraz ;)

Ostatnio zastanawiam się, a właściwie jestem zanurzona w odczuwaniu cierpliwości. Bratam się z nią, zapraszam, zachęcam do przyjaźni. Wiele razy, od wielu osób słyszałam, że powinnam, czy muszę być bardziej cierpliwa. "A guzik tam muszę" - myślałam, strosząc wszystkie piórka. Teraz myślę, że ten mój bunt skierowany był bardziej do słów "musisz, powinnaś", aniżeli do samej cierpliwości. Na ten moment natomiast wiem, że nie muszę, ale chcę być cierpliwa, a to już wielka różnica. Brak wspomnianej cierpliwości przejawia/ł się w wielu aspektach mojego życia, ale największym echem odbił się na niwie zawodowej.
Gdzieś po drodze, w podróży po życiowe doświadczenia, uwierzyłam w tzw. "amerykański sen" - wiecie, od pucybuta do milionera i to w pół roku. No i przysłowiowa "dupa" (wybaczcie kolokwializm), ani w pół roku, ani miliona, ani kilku stówek choćby, nie uraczyłam. Biorąc pod uwagę, że wybrałam sobie wolny zawód, będący efektem mojej kreacji, twórczości, usychałam również z tytułu braku zainteresowania osób z zewnątrz. "Kurza twarz"! To wszystko jest bez sensu - niejednokrotnie myślałam. Może czas zaprzestać dzielić się wynikami swojej weny, bo odbiór bliski zeru. A artysta niedostrzeżony, to artysta niespełniony i ... sfrustrowany. Facebookowe lajki wypatrywane były z wielkim pragnieniem. Tak, tak, nie wstydzę się do tego przyznać. Bo lajki te, to był dla mnie dowód na to, że komuś podoba się to co robię, że ktoś docenia, a i może nawet zechce coś kupić. Trochę takie błędne koło. Cała "historyja" uszczuplała mą cierpliwość, tworząc z niej anorektyczkę najwyższych lotów. Gdy świadomość walnęła mnie obuchem w "łeb", otrząsnęłam się, policzyłam wirujące gwiazdki, wzięłam głęboki oddech i rozpoczęłam naukę cierpliwości. Ćwiczę ją w rozmaitych sytuacjach: w długiej kolejce do kasy, w oczekiwaniu na sen dziecka, itepe, itede. Ponadto wywołałam do tablicy upór w dążeniu do celu. Tak więc mam na tapecie całkiem klawy duet. Ahhh, gdyby można go było kupić. Tak, jak większość rzeczy w dzisiejszych czasach. Już, teraz, zaraz, za sekund parę. Rachu - ciachu, szast - prast i ląduje w koszyku. No, ale nie ma tak dobrze. Trza go wyćwiczyć, wypracować, ukochać i zainstalować. Czy wdrażanie w życie tej "dwójki" jest łatwe? - Nie dla mnie. A może jest szybkie? - Eeeee, też nie dla mnie. Ale można? - No pewnie! I tego się moi mili trzymajmy :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz