Siedzę właśnie w sercu swojego domu - kuchni, od czasu do czasu spoglądam w okno, podziwiając dzisiejszą aurę. Odgłos deszczu koi moje ucho, herbata ziołowa rozluźnia żołądek, Młody śpi, a ja dumam. Rozmyślam o swoich ostatnich, mega ciężkich dniach, tudzież nocach i dociera do mnie, dlaczego były tak trudne. Od dłuższego czasu robiłam wbrew sobie. Wchodziłam w niechciane sytuacje. W środku mówiło mi "nie", a ja z uśmiechem na ustach "robiłam" tak, fundując sobie autodestrukcyjny rollercoaster. Do tego łapanie nowych okazji, realizowanie zleceń, wyjazd, spotkania, sprzątanie, gotowanie i łyk kawy, gdy ciało wołało o sen. Tak się w tym wszystkim zapętliłam, że zapomniałam o tym, że wciąż się "naginam". Parłam do przodu jak taran, mówiąc sobie, że już jutro zabiorę się za odpoczynek. Jutra jednak nie było. Był za to nerw. Najpierw jeden, potem drugi, potem już całe stado. Ścisk żołądka, bezsenność, totalne rozedrganie i strach. I znów nerw, że moje ciało śmie mnie osłabiać i upominać. O losie! A jeszcze niedawno pisałam o kolanie, które trzasło w wyniku brania zbyt dużej ilości spraw, na swe barki. No, ale jak już powyżej wspomniałam, tak się przyzwyczaiłam do przekraczania swoich granic, że łyknęłam to jako swoją rutynę. Subtelne sygnały nie pomagały, jebło, trachło, pozamiatało, nerwy wyszarpało, o depresję się otarło, aż dotarło. Jestem. Wyspana, z myślą, że teraz jest czas na dopieszczanie. Zanim cokolwiek zrobię, pytam siebie, czy aby na pewno tego chcę. Czy chcę dziś pomidorową? No jasne! Czy chcę poczytać? Nie, dziś chcę coś pooglądać i poleżeć na sofie. Tak, to jest zdecydowanie czas na odpoczynek i przeproszenie swojej Duszy za to, że tak narozrabiałam :) Tak więc Kochani łączę się ze swoimi potrzebami, pytam siebie i wsłuchuję w odpowiedzi. I powiem Wam jedno, gdy słyszę nie, to "robię" nie, czego i Wam serdecznie życzę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz