ŻYŁ SOBIE LAS.
Żył sobie las. Był zielony,
pachnący igliwiem i tętniło w nim życie. Codziennie rano, gdy promyki słonka
przebijały się przez wyższe konary drzew, ptaszki budziły się ze snu i
rozpoczynały swoje śpiewy. Kiedy słonko docierało do niższych warstw lasu,
budziły się także inne rośliny i zwierzęta, rozpoczynając swą codzienne
rytuały. W zależności od pory roku, las odziany był w szatę innego koloru.
Opowieść ta rozpoczyna się końcem zimy. W lesie przeważają jeszcze buro-szare
kolory, ale co jakiś czas można spotkać soczysto zielone oznaki wiosny. Przebiśniegi,
rozpostarły swe płatki, krokusy rozweselały niejedno miejsce, a pod ziemią
słychać było coraz większy gwar. To mieszkańcy nor budzili się z zimowego snu.
Niedźwiedź wyszedł już ze swej gawry, ziewnął głośno i rozciągał grzbiet. Mrówki
rozpoczęły sprzątanie mrowiska, dżdżownice leniwie wyciągały ogonki, a jeże
wietrzyły kołderki z liści. Pan leśniczy, jak co roku o tej porze, reperował
budki dla ptaków, by te, spokojnie i bezpiecznie mogły wychowywać w nich swe
pisklęta. Każdego roku pomagali mu wolontariusze – osoby, które same zgłaszały
się do pracy w lesie. Tego roku, niestety nikt się nie zgłosił i Pan leśniczy
pomyślał, że jego synek - Makary mógłby mu trochę pomóc. Makary miał już 5 lat
i najbardziej na świecie lubił grać na komputerze. Las był dla niego okropnie
nudny i w dodatku bał się saren. Koledzy z podwórka opowiadali mu, że są one
wściekłe i w dodatku jadowite. Kiedy Tato zaproponował mu wyjazdy do lasu,
Makary stanowczo zaprotestował. - O, nie! Pomyślał Makary – nigdy nie pójdę do
lasu! Nie ma mowy! - Ale tato – mówił – nie mogę iść z tobą do lasu, bo to
strasznie daleko, a poza tym chciałem pograć na komputerze, a popołudniu chcę
iść do Nikodema pobawić się autami. Tato spojrzał na synka i powiedział
spokojnie:
- Makary, bardzo przydałaby mi
się twoja pomoc, gdyż obawiam się, że sam nie dam rady. Potrzebuję dodatkowej
pary rąk.
- no, ale tatooooo, ciągnął
Makary, - w lesie jest brudno, jest dużo robali i w ogóle są jakieś jadowite
sarny, i ja nie będę się narażał na ataki jakiś groźnych stworów, i w ogóle
chłopaki będą się ze mnie śmiali. Makary wyliczał w nieskończoność powody, dla
których nie chciał pomagać tacie.
Tato spojrzał łagodnie na swojego
synka, kucnął przy nim i powiedział spokojnym głosem.
- Synku, mam dla ciebie
propozycję. Czy możemy umówić się w ten sposób, że jeśli po tygodniu wspólnych
wypraw, nie spodoba ci się w lesie, to będziesz mógł zostawać w domu?
Makary zmarszczył brwi i zapytał:
- a mogę odpowiedzieć ci jutro po śniadaniu?
- Oczywiście, powiedział tata i poklepał swego synka po
ramieniu. - Hmmm jadowite sarny, mruknął tata do siebie i cichutko zaśmiał się
pod nosem.
Makary pognał do swego
najlepszego kumpla - Nikodema, który mieszkał w tej samej klatce, w bloku i od
samego progu, krzyczał do kolegi:
- Nikodem, ja do lasu, a tam
sarny i wilki i co ja teraz zrobię, ooo nie, ja się chyba gdzieś schowam, ale
tatusiowi trzeba pomóc i co teraz…….
- Makary, przerwała mama
Nikodema, - co się stało kochanie? Usiądź tu spokojnie, weź głęboki oddech i
wszystko powolutku nam opowiesz.
Makary usiadł wygodnie w fotelu,
wziął głęboki oddech i powolutku zaczął opowiadać o prośbie swojego tatusia.
Przyznał też, że nie chce mu się jeździć do lasu, bo najbardziej lubi grać na
komputerze i oglądać bajki, no i bawić się z Nikodemem.
Nikodem otworzył szeroko oczy i powiedział do
kolegi, że wcale mu się nie dziwi, że on w życiu nie chciałby jeździć do lasu,
że tam jest strasznie nudno i niebezpiecznie i, że w ogóle to nie jest fajny
pomysł.
Mamusia Nikodema wysłuchała
chłopców i zapytała:
- chłopcy, a czy wy lubicie
przygody i wyzwania?
- No jasne, że lubimy! – krzyknął
Makary.
- Ma się rozumieć Mamusiu,
uwielbiamy przygody! Szczególnie w tej nowej grze, co nie Makary?
- aha. Tam jest taka wyprawa, w
której….
- Dobrze chłopcy, przerwała tę
wypowiedź Mama Nikodema, w takim razie, skoro lubicie przygody i wyzwania, to
nie myślicie, że największym na ten moment wyzwaniem, które was spotkało, to
wyprawa do prawdziwego lasu?
- eeeeeeee. Chłopcy chwilowo
zaniemówili.
- Nikodem, Mama zwróciła się do
swojego synka – jeśli chcesz, porozmawiam z Tatą Makarego i zapytam go, czy nie
chciałby dwóch pomocników. Wówczas będziesz mógł, wraz ze swoim przyjacielem
podjąć wyzwanie i pojechać do prawdziwego lasu. Co Ty na to?
- mmmmm. Nikodem pomruczał,
zastanowił się chwilę i odrzekł: no dobra, niech będzie!
Makary zaczął skakać i wydawać
okrzyki radości. - Hurra, hurra, pojedziemy do lasu razem! Może być całkiem
fajnie. Dziękuję „psze” Pani, zwrócił się do mamy Nikodema i pobiegł do domu.
Pan leśniczy – tato Makarego, zgodził
się na dwóch pomocników. Tak oto miała się rozpocząć ich wspólna, leśna
przygoda.
Dzień przed wyjazdem do lasu,
chłopcy byli bardzo podekscytowani. Gdy nadszedł wieczór i Tatuś poszedł
ucałować Makarego do snu, zobaczył, że ten przygotował cały plecak zabawek.
- Synku, co tam przygotowałeś w
plecaku? - Zapytał.
- to są moje ulubione zabawki,
żebym miał się czym bawić w lesie, bo tam musi być straaasznie nudno.
Oczywiście będę się bawił, tylko wtedy, gdy nie będziesz potrzebował mojej
pomocy, - dodał Makary, po czym ziewnął i zasnął.
Tymczasem w lesie.
Na niebie wisiał srebrny księżyc,
drzewa szumiały kołysankę, a z oddali huczała sowa.
- huhuhu, hu hu. Wieczorne, leśne
wieści, huhuhu. Jutro do naszego lasu przybędą mali chłopcy, hu hu, huhu. To
pomocnicy naszego kochanego Pana leśnika, hu hu, huhu. Ekipa leśnych
wiadomości, serdecznie prosi o ciepłe przyjęcie chłopców. Huhu, huhu.
Po tej informacji, w lesie
zawrzało.
- Że, co, że jak? - Zapiszczały
leśne myszki.
- jacy chłopcy, jacy pomocnicy?
Żeby tylko nie zasypali mojej nory. - Zatrwożył się rudy lis.
- ojojoj, - zaszumiał dąb, - byleby
tylko nie łamali moich gałęzi, ani nie kaleczyli mnie scyzorykiem!
- oh, oh, niedobrze, znów jakieś
łobuzy naśmiecą w naszym lesie – szeptały przebiśniegi.
- żeby tylko nie skakali po
mrowisku!, - dodały mrówki.
Leśne zwierzęta i rośliny, z
lekkim niepokojem oczekiwali kolejnego dnia. Aż nadszedł ten dzień. Dzień, w
którym Makary i Nikodem udali się wraz z leśnikiem do lasu. Był to zwyczajny
dzień. Wiosna coraz śmielej tu zaglądała, budząc wszelkie życie z zimowego
letargu.
Niekodem i Makary, trzymali Pana
leśnika za ręce. Na plecach nieśli swoje zabawki. Wkraczając do lasu, spojrzeli
na wysokie drzewa, które zdawały się pokłonić w powitalnym geście.
- Widzicie chłopcy, - rzekł Pan
leśniczy, - nawet drzewa nas witają. Chłopcy zamarli w bezruchu i oddali
pokłon. Makary powiedział do Taty – tatusiu, skoro drzewa przyjaźnie nas
przywitały, to myślisz, że las nas lubi?
- ooo, tego jeszcze nie wiem
chłopcy. Wszystko zależy od was i waszego zachowania tu, w lesie. Myślę też, że
kiedy las was polubi, wy z pewnością to odczujecie! Odpowiedział tajemniczo
tata i nadał wędrówce szybszego tempa, aby czym prędzej dojść do leśniczówki.
Na pomoc czekały przecież budki dla ptaków, które potrzebowały odnowienia.
Podczas marszu, chłopcy bacznie
obserwowali otoczenie. Co rusz wydawało im się, że coś się rusza, chowa,
szeleści i chrzęści. Trzymali mocno dłonie Pana leśniczego i głośno przełykali
ślinę. Makary rozmyślał o jadowitych sarnach, a Nikodem zastanawiał się nad
tym, co zrobi, gdy ujrzy ogromnego, włochatego pająka. Wtem, Makary potknął się
o konar drzewa i runął, jak długi na ziemię.
- Ałaaaaaa, jęknął i już chciał
kopnąć wystający korzeń, kiedy nagle, w krzakach obok, zobaczył wielkie, czarne
oczy. Zamarł w bezruchu i szepnął:
- Tatusiu, Nikodem, coś mi się przygląda.
Na pomoc, boję się….
Nikodem wtulił się w Pana
leśniczego, zaś ten odpowiedział do synka:
- Synku, nie bój się, to Basia –
sarenka, którą tak nazwałem. Kiedy będziesz się bał, ona wyczuje twój strach i
ucieknie. Uwierz mi, że ona boi się równie mocno, jak Ty.
- ale Tatooo, Makary dalej cedził
przez zęby. Ona jest przecież jadowita! Może mnie ukąsić, a ja jej nie!
- Makary, pomyśl spokojnie, czy
sarenka może być jadowita? Nie chciałam wcześniej wyjaśniać ci, że to jest
nieprawda, bo chciałem, żebyś sam, na własne oczy przekonał się jak piękne i
szlachetne jest to zwierzę.
Makary przyjrzał się Basi, która
nadal nieufnie stała za krzakami i odczuł lekkie ciepło w okolicach serca.
Poczuł sympatię do sarenki i sam zdziwił się, że miał o sarnach takie okropne
zdanie.
Basia, jakby wyczuła zmianę
nastawienia Makarego, bo wyszła zza krzewu i pokazała się w całej okazałości.
- Wooow, - powiedzieli chłopcy, a
w oczach ich ukazał się prawdziwy podziw.
Sarenka, jeszcze chwilę się im
przyglądała, po czym, wysokimi, zwinnymi susami, pobiegła w głąb lasu.
- Psze Pana, psze Pana, ta, ta,
ta sarna, była na prawdę ekstra! Jaaa, ja chcę mieć taką w domu, - powiedział
Nikodem i tęsknym wzrokiem spojrzał w las.
- Nikodemie, rozumiem twój
zachwyt, - powiedział Pan leśniczy - bo sam jestem w nim, każdego dnia, będąc
tu, w lesie. Niestety zwierzęta leśne nie nadają się do domowej hodowli, bo ich
piękno tkwi w wolności i tym, że są dziką częścią natury. Basia, choć
zaprzyjaźniona, jest dzika. Nigdy nie próbowałem jej oswoić, bo wyrządził bym
jej tym krzywdę. Sam podziwiam ją z daleka, a czasem pozwala mi podejść dość
blisko.
- To może i nam pozwoli kiedyś
blisko podejść – odpowiedział Makary. Chciałbym ją przeprosić za to, że
myślałem i mówiłem o niej takie bzdury! A wiesz Tato, że, kiedy jej się
dokładnie przyjrzałem, to poczułem takie ciepło koło serduszka?
Na te słowa, Pan leśniczy
uśmiechnął się i podniósł synka z ziemi.
Kontynuowali wędrówkę do
leśniczówki, bo była dość daleko. Chłopcy wyraźnie się rozluźnili, nie trzymali
już tak kurczowo Pana leśniczego i co chwilę zadawali jakieś pytania. A to
odnośnie mrowiska, a to odnośnie roślinności. Pan leśniczy cierpliwie odpowiadał
na każde pytanie. Nawet się nie spostrzegli, kiedy ich oczom ukazała się
leśniczówka.
Rzucili się w wir pracy,
pomagając w budowaniu i odnawianiu domków dla ptaszków. Podczas pracy
wsłuchiwali się w śpiew ptaków, uczyli się rozpoznawać ich głosy, słyszeli
nawet dzięcioła! Czuli się tak, jakby ptaszki, w podzięce śpiewały dla nich
najpiękniejsze arie. Nadszedł czas na obiad. Pan leśniczy rozpalił ognisko, na
specjalnym palenisku i ugotował dla nich najpyszniejszą zupę na świecie! Jedli
w milczeniu, z wielkim apetytem i smakiem! Po obiedzie Nikodem powiedział: - to
był najpyszniejszy obiad w moim życiu.
Pan leśnik pokiwał głową i
odpowiedział – na świeżym powietrzu jedzenie smakuje najlepiej!
Pierwszy dzień w lesie minął
bardzo szybko. Chłopcy nawet nie zorientowali się, że nie grali na komputerze,
ba! Nawet o tym nie pomyśleli! Z niecierpliwością wyczekiwali kolejnego dnia w
lesie oraz nowych przygód.
Tego wieczoru byli tak zmęczeni,
że nie dotrwali do końca dobranocki i zasnęli bardzo głęboko.
W lesie zaś, wszelkie stworzenie
odetchnęło z ulgą. Drzewa z wdzięcznością tańczyły z wiatrem, lis uspokoił się,
bo jego obawy się nie sprawdziły, a myszki popiskiwały wesoło. Sarenka Basia z
czułością myślała o chłopcach i opowiedziała o nich swoim dzieciom. Tak, tak.
Basia była mamą. Miała dwa maleńkie sarniątka.
Kolejnego dnia, Makary oraz
Nikodem, ochoczo wstali ze swoich łóżek. Mama Nikodema była wielce zdziwiona,
gdyż zazwyczaj długo wołała synka na śniadanie. Chłopcy tego dnia nie zabrali
do lasu swoich zabawek, wsiedli do auta, z radością wypatrując lasu.
Kiedy wysiedli z samochodu, Pan
leśniczy powiedział do swych pomocników: - mam dla was niespodziankę. Dziś
będziemy spacerować po lesie. Ja będę zawieszał na drzewach domki dla ptaków, a
wy będziecie mogli bawić się w zasięgu mojego wzroku.
- Super! Zawołał Makary.
- Ale fajnie – zawtórował mu
Nikodem.
Po czym zamilkli, bo zaczęli
zastanawiać się, w co można bawić się w lesie.
Eeeee – wydukał Makary i podrapał
się po głowie.
- co się stało synku? – zapytał
Pan leśniczy.
- Tato, ale, w co można się bawić
w lesie?
- Pan leśniczy się zaśmiał i
odpowiedział: we wszystko, w co tylko chcecie!
Chłopcy byli nieco zaciekawieni i
nieco zatroskani, ponieważ obawiali się, że bez klocków, aut i innych gadżetów,
nici z dobrej zabawy.
Kiedy wyszli z leśniczówki,
Makary zauważył odciśnięty w ziemi ślad.
- Tatusiu, tatusiu, co to jest?
Zapytał.
- To jest ślad sarny, synku.
- Tatusiu, a może to ślad Basi?!
- Być może synku, odpowiedział
leśniczy. Czy chcecie, byśmy udali się jej tropem?
- taaaaaaaaaaak! Odpowiedzieli
chłopcy i podążyli śladami sarny. Podczas tropienia Pan leśniczy tłumaczył
chłopcom, jak rozpoznawać zwierzę po śladach. Chłopcy byli zachwyceni!
W pewnym momencie, zauważyli
sarenkę i dwa małe sarniątka. To była Basia! Gdy sarenka ich zauważyła,
spojrzała nań swymi pięknymi oczami.
Makary i Nikodem, byli bardzo
zadowoleni. Rozprawiali o tym, że są prawdziwymi tropicielami! Zauważali też
inne ślady zwierząt i zgadywali do kogo należą.
Gdy Pan leśniczy zawieszał ptasie
domki, chłopcy skakali bo ściętych pniach drzew. Następnie z patyków i gałęzi
zbudowali szałas i postanowili, że będzie to ich baza. Pan leśniczy pomógł im
odrobinę. No może troszkę więcej, aniżeli odrobinę. Szałas był piękny! Kolejny
dzień w lesie upłynął bardzo szybko. Chłopcy radośni i zmęczeni powrócili do
miasta, do swych mieszkań.
W lesie, każdy opowiadał o
chłopcach! Wszystkie stworzonka nabierały do nich coraz większego zaufania.
Wszyscy widzieli, że chłopcy wnoszą wielką radość do lasu, że bawią się, nie
naruszając przyrody, że z zaciekawieniem i szacunkiem obserwują przyrodę.
W leśnych wiadomościach, sowa- dziennikarka
podała informację o wybudowanym szałasie.
- huhu, huhu. Dziś Makary i
Nikodem, wybudowali w lesie szałas. Ekipa leśnych wiadomości informuje, że – hu
hu hu hu, szałas został wybudowany zgodnie z poszanowaniem dla przyrody. Nikt
nie łamał żywych gałęzi, ani nie skrzywdził żadnej istotki. Szałas wybudowano,
hu hu, huhu, z patyków i gałęzi, które już leżały na ziemi.
- Po tych wiadomościach, leśne
życie, udało się na nocny odpoczynek.
Tej nocy Makary i Nikodem śnili o
lesie oraz swoim szałasie. Wstali skoro
świt, z uśmiechem na ustach zjedli śniadanie, następnie szybciutko pomknęli do
samochodu Pana leśniczego.
Dotarli do lasu i ruszyli w
kierunku swej bazy. Potrafili już świetnie rozpoznawać kierunki w lesie. Pan
leśniczy opowiedział im, że północ rozpoznaje się po mchu, który porasta
drzewa. W ten sposób łatwiej jest znaleźć orientację w lesie.
- Tatusiu, las już nie jest dla
mnie taki straszny! Powiedział dziś Makary. - To najfajniejsze miejsce na
ziemi! Sto razy lepsze, niż plac zabaw!
- Tak, tak, psze Pana, ja też tak
myślę, - dopowiedział Nikodem i ochoczo pobiegli do szałasu.
Kiedy dotarli na miejsce, spostrzegli
smutny widok. Ktoś zburzył ich bazę. Wokół niej porozrzucane były śmieci –
butelki i reklamówki. Chłopcy bardzo posmutnieli.
- Proszę pana - zapytał Nikodem -
kto mógł zrobić coś tak okropnego? Dlaczego ktoś zburzył naszą bazę i w dodatku
tak bardzo naśmiecił?
- Tatusiu, to jest niesprawiedliwe!
Przecież nasz szałas nikomu nie przeszkadzał! Tak bardzo staraliśmy się, by go
zbudować! - Mówił Makary.
Chłopcy czuli złość. Usiedli
cichutko, na skraju pnia i spuścili noski.
Pan leśniczy, podszedł do swoich
leśnych pomocników, kucnął obok nich i powiedział: -smutno Wam, bo ktoś zburzył
wasz szałas? Chłopcy pokiwali głowami. - Czujecie złość, bo ktoś w dodatku tu
naśmiecił?
- Tak, czujemy wielką złość,
potwierdzili chłopcy.
Tatuś kontynuował rozmowę. - Czy
chcecie teraz zostać sami, w swoim smutku?
Nikodem spojrzał na Pana leśnika
i powiedział:
- tak, czy może nas Pan na
chwilkę zostawić samych? My sobie tutaj posiedzimy i coś postanowimy, a potem
Pana zawołamy, dobrze?
- Dobrze, - odpowiedział Pan
leśniczy i pogłaskał chłopców po główkach.
Kiedy wrócił, po godzinie,
zobaczył, że chłopcy zbierają śmieci i układają je na jednej kupie. Byli w
lepszych nastrojach.
Makary powiedział do taty: -
wiesz co Tatusiu? Postanowiliśmy, że najpierw tu posprzątamy, bo nie możemy
pozwolić na to, aby ktoś zaśmiecał nasz las. Pamiętasz, kiedyś nam
powiedziałeś, że las odgrywa bardzo ważną rolę w naszym życiu. Że są to płuca
naszej planety i, że oczyszcza wodę, a bez wody nie możemy żyć. No i w ogóle
pomyśleliśmy z Nikodemem, że gdyby nie lasy, to byłoby bez sensu!
Pan leśniczy szeroko się
uśmiechnął. Nikodem pomyślał, że z Pana leśniczego wesoły człowiek, bo często
się uśmiecha. Po tej myśli dodał- Panie leśniczy, czy mógłby Pan nam dać duży
worek na śmieci? Codziennie będziemy zbierać kilka śmieci do worka i będzie to
taki prezent od nas dla lasu! Za to, że możemy się w nim bawić i za to, że jest
taki fajowy!
Tata Makarego uśmiechnął się
ponownie, jeszcze mocniej i radośniej, po czym zgodził się na ten pomysł.
Makary i Nikodem odbudowywali
swój szałas jeszcze kilka dni. Ciągle coś ulepszali i na koniec stwierdzili, że
oprócz tego, że szałas jest ich bazą, może być także schronieniem dla leśnych
zwierząt. Gdy szałas był już gotowy, Pan leśniczy zagwizdał z zachwytu.
- Jaki wspaniały szałas chłopcy!
Dziękuję Wam za to, że przypomnieliście mi o czymś bardzo ważnym, powiedział
Pan leśniczy i uścisnął dłonie chłopców.
- A o czym tatusiu? Powiedz nam,
powiedz. Powiedział Makary.
- Koniecznie Panie leśniczy,
niech nam Pan powie, bo pękamy z ciekawości! Dodał Nikodem.
Pan leśniczy, swoim zwyczajem,
szeroko się uśmiechnął i powiedział do chłopców:
- przypomnieliście mi, o tym, jak
wielką sztuką jest nie poddawać się, tylko z radością odbudować to, co się
straciło. I wiecie co chłopcy? – Wasz szałas jest jeszcze piękniejszy, niż ten,
który stworzyliście na początku!
Makary i Nikodem, ucieszyli się
na te słowa. Wracali do domu w dobrych nastrojach, z poczuciem, że zrobili coś
dobrego.
W leśnych wiadomościach, sowa-
dziennikarka opowiedziała o całym zdarzeniu. Huhu, huhu. Informujemy, że szałas
Makarego i Nikodema, naszych nowych, leśnych przyjaciół, został zburzony przez
wandali!
Oooooo- zagrzmiały leśne
zwierzątka! Co za pech!
Aaaa fe! Powiedział lis. – Jak
można się tak brzydko zachowywać. Ko się ośmielił zburzyć taki wspaniały
szałas!
- Huhu huhu, to ni wszystko, hu hu.
Oprócz tego, wandale okropnie naśmiecili!
- Buuuuuuu, zabuczały leśne
stworki. Nieładnie!
- huhu, huhu. Ale mamy dobre
zakończenie tej historii. Makary i Nikodem, nie dość, że odbudowali szałas i
podarowali go na schronienie dla leśnych zwierząt, to prócz tego odbudowali szałas i postanowili, za
każdym razem, będąc w lesie, pozbierać napotkane śmieci i wyrzucać je do kosza.
- Co za fantastyczna wiadomość!
Zawołał niedźwiedź. Brawo chłopcy!
- Wspaniałe zakończenie! Zawołała
sarenka Basia, jak to dobrze mieć tak dobrych ludzi wokół!
W lesie jeszcze długo słychać
było radosną nowinę. Las pokochał chłopców tak, jak pokochał Pana leśnika.
Makary i Nikodem spędzali w nim
każdą wolną chwilę. Nic nie równało się z zabawą na świeżym powietrzu, wśród
zieleni. Nadal lubili grać na komputerze oraz oglądać bajki, ale już nie tak
często. Ich ulubionym zajęciem było poszukiwanie ciekawych miejsc w okolicy.
Jeździli tam z rodzicami i kolegami, tropiąc zwierzynę, skacząc po kałużach,
chlapiąc się w strumyku.
Tydzień, który miał być tygodniem
próbnym, minął, jak w mgnieniu oka. Chłopcy nawet nie chcieli słyszeć o tym,
żeby przestać chodzić do lasu. Zauważyli, że każda pora roku zmienia ich
ukochany las. W każdej porze roku, spotykali inne zwierzęta, owady, rośliny.
Najczęściej jednak widywali Basię – ich ulubioną sarenkę.
Las stał się ich inspiracją,
zachęcał do spontanicznej zabawy. Codzienne przebywanie w lesie było dla
chłopców prawdziwą przygodą. Nigdy do końca nie wiedzieli co się wydarzy i w co
będą się bawić. Nie było też mowy o tym, aby się w lesie nudzili. Świetnie
nauczyli się rozpoznawać rośliny i zwierzęta. Czuli, że las tętni życiem i, że
są z nim związani. Są przecież żywymi istotami, tak jak drzewa, krzewy,
zwierzęta, owady. A jadowite sarny i wielkie, włochate pająki? Dawno poszły w
niepamięć.
A las? Las obserwował ich
poczynania. Oddychał spokojnie i głęboko, wdzięczny, że ktoś dba o jego
czystość. Odwzajemniał się pięknym śpiewem ptaków, cieniem w upalny dzień,
kojącym szumem drzew, pięknym zapachem igliwia. Las żył. Żył, czuł i myślał
nawet, że gdyby każdy z nas, choć raz podniósł jeden papierek, znaleziony w
lesie i wyrzuciłby go do kosza, życie byłoby piękniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz