Hen za lasem i za morzem,
Gdzieś za rzeką oraz górą
mieszkał kotek Zuzkiem zwany
wraz z żarełka całą furą.
Był okrągły, jak piłeczka
i sadełka miał w nadmiarze.
Lubił snuć się po ogrodzie
i oglądać ludzkie twarze.
Gdy był mały, prosto z wioski,
trafił do miasta dużego.
Do swej Pańci i jej serca -
dla zwierzaków ogromnego
Pańcia, myśląc, że kocinkę,
a nie kotka otrzymała,
dała mu dziewczęce imię,
Zuzią wołać wszem kazała.
Aż dzień nadszedł, kiedy Zuzek
chłopcem się okazał być
i od tej pamiętnej pory
regularnie zaczął tyć.
A to wrzucił coś na ruszcik,
a to podgryzł paróweczkę,
ciastka z puszki powybierał
i pochłonął je wraz z wieczkiem.
Wypił mleczko, liznął masło,
suchą karmę w zęby złapał.
Chciał wyskoczyć na parapet,
ale tylko ….. się zasapał
Nic to – myśli sobie Zuzek,
źle ten podskok wymierzyłem.
Pójdę zdrzemnąć się na chwilkę,
bo dość mocno się zmęczyłem.
No i zapadł w sen kamienny,
Zuzek – nasz puchaty brat.
Śniło mu się, że sardynkę
na śniadanie sobie zjadł.
Gdy się zbudził, ziewnął nieco
i wyprężył biały grzbiet.
Spojrzał w prawo, potem w lewo
i z podusi zgrabnie zszedł.
Poszedł prosto do miseczki,
a tam pusto, że dno widać.
„Miałknę” chyba na swą Pańcię,
musi mi przekąskę wydać!
Jak pomyślał, tak też zrobił.
„Miałknął” rzewnie razy kilka.
Pańcia tylko nań spojrzała
i rzuciła doń … badylka.
Choć Zuzeczku mój kochany,
mam tu dla Cię ten badylek,
bo frykasy, które jadasz
odłożyły się w twym tyle.
Zanim obiad zaserwuję,
pohasamy sobie nieco.
Rzucam badyl, ty aportuj,
niechaj wióry tu polecą!
Zuzek zmarszczył lewą brew,
spojrzał w górę, w Pańci lico,
ruszył wolno do badyla,
i przewrócił kwiat z donicą.
Ach Zuzuziu, nieboraku,
brak Ci chyba sportu, ruchu.
Miast polować na motyle
poklepujesz się po brzuchu.
Nagle Pańcia wpół urwała,
cosik przyszło jej do głowy
Popatrzyła na Zuzeńka
i zaczęła tymi słowy:
Wiesz koteczku mój najmilszy?
Bądź Ty sobie, jaki chcesz!
Akceptuję cię w całości,
nawet, kiedy dużo jesz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz