środa, 13 listopada 2013

Mówię do Ciebie - Wszechświat.

Dziś mnie olśniło :))) Wiem, wiem, nadużywam tego słowa, ale jest chyba najtrafniejszym określeniem tego, co czułam. Od dość długiego czasu (kwietnia bodajże) dostawałam subtelne (i dosłowne) informacje o tym, że czas zająć się swym wewnętrznym dzieckiem.

Patrzyłam na owe informacje z ukosa, z niedowierzaniem i niechęcią. No bo jak to, mam pracować z wewnętrznym dzieckiem? Nieeee, no ten temat to już przerabiałam dawno, ponad dekadę temu, będąc w przyjaźni z przekazami Ewy Foley. Nie, nie, nie to pomyłka, moje wewnętrzne dziecko jest już ukojone, uciszone i uradowane. 

Nie wzięłam jednak pod uwagę jednego: z wewnętrznym dzieckiem pracowałam w zupełnie innym momencie życia. Była inną osobą, z innym bagażem doświadczeń, przekonań, itp.

Jak już wspomniałam, od kwietnia temat wewnętrznego dziecka latał sobie koło mnie, niczym natrętna mucha. Ktoś mi o tym wspominał, sugerował, coś tam "zagadało" do mnie z czasopisma, czy książki. Pozostawałam głucha. 

Aż w ubiegłym tygodniu, podczas intuicyjnej rundki EFT (uwielbiam to określenie i przyznam, że intuicyjne rundki EFT, czyli "opukiwania" działają na mnie "mega" kojąco) zupełnie znienacka, w samym środku opukiwania tematu zmian i nieznanego, wyskoczyło rozbeczane i rozwrzeszczane dziecię. I do tego butne! Wzięło się pod boki, tupnęło nogą i rzekło, że się na żadne zmiany nie zgadza, że ma to w nosie i, że nie będzie ryzykowało żadnej zmiany, bo wtedy to już w ogóle o nim zapomnę! Pozwoliłam tu sobie na literacką metaforę rzecz jasna, coby nikt nie pomyślał, że rozbeczane dzieciaki wyłażą mi z głowy, hieh. Parafrazuję swoje odczucia.

Weszłam w kontakt z tym wewnętrznym dzieckiem, wysłuchując go, integrując się z nim, zapewniając, że będę z nim już zawsze. Opukałam to na EFT. I znów zostawiłam temat. Widocznie nie był "dotknięty" do końca. 

Wczoraj pracowałam z przedefiniowaniem swych przekonań i w jednej kwestii trafiłam na mur bez nazwy. Nie mogłam go ruszyć, puścić, ni transforować, gdyż nie znalazłam jego korzeni, nie widziałam skąd się wziął i po co, wiedziałam jedynie jak odzwierciedla się w mej rzeczywistości.

Napisałam z pomocą do Przyjaciółek (które mają zdolności jasnowidzenia), by pomogły mi odnaleźć klucz. Do jednej z nich, podczas medytacji "przyszłam" ja jako mała dziewczynka oraz informacja jak przedefiniować przekonanie, o którym wspominałam powyżej.

W nocy zaś miałam sen z dzieckiem, które wylewa mi swoje żale. 

Dzień cały czuję ten przekaz, czuję kolejny temat do przepracowania i dziękuję za to, że Wszechświat mówi do mnie. Dziękuję za to, że odczytuję, słyszę i już nie buntuję się na te wskazówki.

JA JOANNA JESTEM WDZIĘCZNA ZA PODPOWIEDZI WSZECHŚWIATA

Obrazek z Internetu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz