piątek, 22 listopada 2013

Modlitwa

Modlitwa odgrywała w moim życiu istotną rolę. Zawsze. Nie tylko wtedy, kiedy padał deszcz, ale również wówczas, gdy świeciło słońce. Lubiłam moment rozmowy z Bogiem, dzielenia się swoimi problemami, pragnieniami, prośbami. Choć tak naprawdę nie musiałam przecież o tym mówić. Źródło wszystkiego co jest - Bóg i tak wie. 

Kiedyś odbierałam go jako mężczyznę surowego, groźnego, który każe i wzbudza strach. Później się to przetransformowało. Nie bez perturbacji. Bowiem zawsze modliłam się do chrześcijańskiego Boga. Modlitwą z książeczki do nabożeństwa lub na różańcu. Potem poczułam, że chcę układać własne modlitwy, nie wyklepane bezmyślnie na pamięć. Nie czułam się z tym komfortowo, bo w moim przypadku "katolickie" podejście do życia zrobiło więcej złego aniżeli dobrego, ze względu na ciągłe poczucie winy, kajanie się i pokutę. Ale nie neguję, absolutnie, wyrażam tylko swoją opinię na ten temat i opowiadam swoją historię. 

Moment, kiedy po raz pierwszy poczułam, że nie istotne jest jaką modlitwą się modlisz narodził się w chwili, gdy mieszkałam w Tunezji z muzułmańską rodziną. Przez dwa lata co kilka miesięcy dzieliłam z nimi ich świat. Jestem wdzięczna za to doświadczenie i za to, że wpuścili mnie do swojego życia. Tam spostrzegłam, że niczym się nie różnimy. Oni z takim samym oddaniem modlili się do Boga, jednakże z innej książeczki i innymi słowy. Mieli też odmienne rytuały.

Po raz wtóry stwierdziłam, że nie chcę etykietowania Boga. Że nie chcę by był on muzułmański, chrześcijański, czy inny. Chcę by był Bogiem - Źródłem wszystkiego co jest. Wówczas zaczęłam pisać swoje modlitwy. Codziennie. Dziękowałam za najmniejsze detale dnia powszedniego i składałam swoje przemyślenia oraz prośby. Odbywało się to co wieczór - w dłuższej wersji oraz rano w krótszej (bez pisania). 

Aż w końcu doszło do mnie, że modlę się znacznie częściej. Każda pozytywna myśl, posyłana ku konkretnej osobie lub do świata, każde odczucie wdzięczności to też modlitwa. Do tego często śpiewam werbalnie (lub w myślach) pieśń kościelną, ale przeinterpretowaną przeze mnie (taki cover) "Dzięki o Panie". Po tych słowach wymyślam za co i wkładam w ową pieśń swoje słowa, np. za piękny dzień, wspaniały spacer, etc.

Momenty, w których "zatrzymuję" się i myślę: "Matko, jak bardzo kocham Męża, Mamę, Przyjaciółkę", to też dla mnie modlitwa. Posyłam bowiem ku nim pozytywną energię. I nie chodzi tu rzecz jasna o to, żeby to myśleć "na siłę". Są takie momenty i pewnie doświadcza tego każdy, kiedy podczas wykonywania jakiejś czynności następuje tak jakby przestój i czujemy do kogoś falę miłości.

Myślę, że do modlitwy nie trzeba klękać, szukać odpowiedniego miejsca ni czasu. Można to robić w każdym momencie :))

A na deser piękna piosenka Arethy Franklin: I say a litlle prayer.



1 komentarz:

  1. Modlitwę zawsze znajdziemy w sobie..odpowiednie słowa....tam wewnątrz nas ukryte jest to czego potrzebujemy,tylko należy to wyrazić

    OdpowiedzUsuń